Choć władze miasta sukcesywnie wymieniają tramwaje na coraz to nowsze, jednak dalej stosunkowo często jesteśmy wożeni przez wiekowe "ogórki".
Czyli tramwaje jednoczłonowe, cieszące się blisko 25 lat temu mianem cudu techniki. Natomiast dziś witane jękami i pomrukiwaniami niezadowolenia ludzi, liczących na wygodne miejsca siedzące i klimatyzację, oferują jedynie niesamowity trzask, huk i plastikowe foteliki z niezwykle pomysłowym - rowkiem na kręgosłup.
To samo zresztą tyczy się autobusów, sędziwe Ikarusy to już prawie legenda, bowiem nigdzie tak nie trzęsie, zarzuca czy podskakuje (kwestia tylko co i komu). Choć wyłaniający się zza zakrętu, pędzący stary autobus wzbudza respekt. Raz, że starej blachy nie zabija tempo, dwa, że kierowca ma na tyle zimnej krwi by zmusić staruszka do rozwinięcia 40 km/h.
I tak trochę serce się kraje, kiedy pomyśleć, że Ci świadkowie historii Wrocławia odchodzą w niepamięć. Cóż taka jest kolej rzeczy dla idącego do przodu miasta.


