Jak w większości tego typu filmów motywem przewodnim jest walka o przetrwanie (najczęściej tylko o własne) połączona z tułaczką. "Droga", "Jestem legendą", czy nieco zabawny "Wysłannik Przyszłości" - w każdym z nich, główny bohater przemierza obszary pełne zniszczonych domów, samochodów, ulic. Nie inaczej jest w "Księdze Ocalenia". Wizualne przedstawienie stalkerowego obrazu zniszczenia (znany zarówno z gry komputerowej, jak i filmu) jest tutaj wyśmienite.
Cały film jest utrzymany w bardzo suchym, niemalże pustynnym klimacie. Mnie osobiście wiele scen przypominało wyobrażenie piekła rodem z "Constantine" z tą różnicą, że w piekle wszystko wokół zjadane było przez ogień, tutaj zaś niszczącym żywiołem jest piasek i promienie słoneczne.
Piekielny krajobraz "Constantine"Wykreowaną świetną grafiką atmosferę psują jednak niektóre niedopracowane elementy, jak pewna nowiutka, niezakurzona opona, która pojawia się przed gankiem jednego z domostw czy nieskazitelnie biały uśmiech Eli'ego który przecież przez 30 lat nie widział na oczy pasty do zębów i żywił się niemalże padliną. Tutaj małe wtrącenie na temat głównego bohatera - we wspomnianym wcześniej filmie (oraz w książce) "Droga" również pojawia się postać prawie niewidomego, starego wędrowca o imieniu Ely. Zbieżność dosyć ciekawa, jeśli przyjrzeć się charakterom obu postaci.
"Księga Ocalenia" nie jest filmem przeciętnym. Zarówno bohater, jego motywy jak i ludzie których spotyka na swojej drodze, nie są typowe dla tego rodzaju filmów. To dobrze! Brakuje ostatnio kina, które nie byłoby przewidywalne! Ten film nie jest. A przecież o ile przyjemniej ogląda się zaskakujący film.
Spotykamy więc czarnoskórego Eli'ego (Denzel Washington). Poza potrzebą przeżycia w ciężkich warunkach oraz zaspokajania głodu i pragnienia, Eli ma cel. Nawet w czasach, gdybrak deszczów sprawił, że woda jest towarem luksusowym, a najprostrzym sposobem na znalezienie pożywienia jest zjedzenie innego człowieka. Zmierza na zachód z wyjątkową (pod koniec okazuje się, że nawet bardzo wyjątkową) księgą.
Główny bohater chce ocalić siebie i ludzkośćCzy jednak faktycznie coś, co niemalże wyniszczyło gatunek ludzki, może go uratować? Tę i inne kwestie, po obejrzeniu filmu, chyba każdy powinien przemyśleć sam we własnym sumieniu.
Eli, krocząc swoją ścieżką próbuje nie dostrzegać zła, które nieustannie spotyka na każdym kroku. Twierdząc, że nie jest to jego problem podąża dalej, zapominając, że najważniejsze w słowach księgi, którą niesie, jest przede wszystkim ich wypełnianie. Mistyczna przemiana, która następuje w nim w połowie filmu może przywodzić na myśl tułaczkę i poszukiwanie "Własnej Legendy" z "Alchemika", Paula Coelho.
Zmuszającym do refleksji tematom towarzyszy bardzo ciekawy sposób kręcenia filmu. Tempo przez cały czas jest bardzo wolne. Duża liczba spowolnień, zarówno typu "bullet-time" podczas scen dynamicznych, jak i spokojnych ruchów kamery w momentach ciszy i wędrówki nadają temu filmowi wyjątkowy i niesamowity klimat. Tych pierwszych z kolei nie jest zbyt wiele, mimo że Eli posiada spory arsenał: łuk, maczety i broń palną. Co więcej - używa ich bezbłędnie. Nie jest to jednak typowe (ostatnio) kino SF, gdzie widz nie może nadążyć za akcją i za rosnącą w ogromnym tempie ilością zwłok. Muszę przyznać, że nie przywykłem do tak stonowanych widoków serwowanych przez producenta, którym jest Joel Silver.
Ciężko w zasadzie znaleźć prawidłowe porównanie do jakiegokolwiek istniejącego filmu. Jedyny, który naprawdę wydaje mi się podobny pod względem treści jest film pod tytułem "O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji" - chyba jedyny poza "Seksmisją" postapokaliptyczny film SF produkcji polskiej.
Uważam, że "Księga Ocalenia" to warty obejrzenia film. Sposób opowiadania całej historii jest nietypowy, a nieprzewidywalność fabuły powoduje, że nie jest nudny, oczywiście, jeśli zdzierżymy przez dwie godziny nieco natarczywe wątki religijne przedstawiane w nadal jednak hollywoodzkim stylu.
Strona filmu: www.TheBookOfEliMovie.net
Czytaj również:



Zapowiada się ciekawy seans. Tak myślałem, czy Denzel pasuje do tej roli, ale widać pasuje. Z tym obrzynem shotguna wygląda jak nowoczesny Mad Max. Solidna recenzja!
Thx ;)
Bardzo pozytywna recenzja, która zachęca do obejrzenia Księgi Ocalenia, jednak mnie ten film w ogóle się nie spodobał. Kiepska fabuła z przewidywalnym scenariuszem, a do tego obraz łączący film katastroficzny z filmem S&F...
Podzielam zdanie ignis. Mnie również film nie za bardzo się podobał. Odczuwałam wręcz przesyt cytatami z Biblii, jak na film sensacyjny, film akcji - jak zwał tak zwał - za mało było scen trzymających w napięciu. Wtedy kiedy Eli z Solarą chronią się w starym domu, a żądny władzy mężczyzna (nie pamiętam imienia) otwiera ogień do nich po to tylko, żeby zdobyć Tę Księgę, zaczynam się śmiać. W ogóle mnie ten film nie ruszył, tak jak ruszają mnie filmy z udziałem Nicolasa Cage'a.
Za dużo surrealizmu. Wiadomo, że filmy akcji nigdy nie są w pełni realistyczne, ale takie jak "Zapowiedź" czy "Next" mają w sobie odrobinę realizmu.
Reżyser nie odkrył żadnej Ameryki w tym, że ten kto rządzi Kościołem, ma władzę nad całym światem, bo taka chyba była idea. Liczyłam na to, że potraktuje Genesis jako księgę, która pozwoli przetrwać ludzkości, a nie będzie przedmiotem bitew.
Fajnie, że reżyser uciekł od standardów - okazuje się, że nie każdy film musi zawierać scenę łóżkową - między Elim a Solarą wywiązuje się jedynie przyjaźń. Ale tu akurat mi się to nie podobało, bo Denzel Washington zaczął mi po prostu przypominać księdza, który ratuje świat w czasach zagłady. Bez sensu trochę.
zapomniałam dopisać, że podobała mi się kolorystyka, w jakiej utrzymany był film. Przypominał trochę 300, choć też nie do końca. To akurat fajne, bo inne...