*
Dodane 2010-10-02 12.39 , komentarzy 1

Kinder niespodzianka i rollercoaster na Avant Art Festival we Wrocławiu [foto]

Trzy muzyczne światy na Avant Art Festival we wrocławskim Imparcie.

Artykuł bierze udział w konkursie "Tym żyje miasto" dla dziennikarzy obywatelskich. Wy też możecie sprawdzić swoje siły i wygrać pieniądze. Głosujcie na wrześniowe materiały!


Mając w pamięci koncert, który odbył się w ostatni piątek, z wielką ochotą i muzyczną ciekawością udałem się na kolejną odsłonę Avant Art Festival we Wrocławiu.

Żaden ze mnie znawca muzyki awangardowej i dlatego każde wydarzenie tego festiwalu było dla mnie jak kinder niespodzianka wypełniona dźwiękiem. Tym razem mieliśmy okazję usłyszeć w Imparcie trzy różne składy, w tym jeden polski.

Nie chciałbym się narazić całej rzeszy zwolenników muzyki awangardowej, ale tym razem chyba będę zmuszony. Biorąc pod uwagę, że żyjemy w czasach wolności słowa, zarówno pisanego, jak i mówionego, opowiem wam, jak wyglądał piątkowy wieczór na Avant Art Festival.

W muzyce zawsze stawiam na świeżość i jakość brzmienia, bez względu na gatunek. Niestety, zabrakło tego członkom zespołu Organoleptic Trio, który zagrał w Imparcie. To naprawdę sprawni technicznie muzycy, powiedziałbym nawet, że piekielnie sprawni. Miałem jednak wrażenie, że każdy instrument gra oddzielnie i nie mogłem się w tym doszukać jakiejś zgranej, energetycznej całości. Ich karkołomne kompozycje niczym rollercoaster doprowadzały mnie do wewnętrznych zaburzeń. Mimo wszystko, jestem pewien, że były na sali osoby, którym ta dźwiękowa podróż przypadła do gustu.

Gdy na scenę wszedł zespół Regenorchester, pomyślałem, że teraz wszystko się zmieni. Moja nadzieja związana była z liderem zespołu Franzem Hautzingerem i tym, że gra on na jednym z moich ulubiony instrumentów, czyli na trąbce. Początek koncertu był naprawdę obiecujący. Muzycy wygenerowali "plamę" dzięków, na tle której pojawiły się pierwsze dźwięki trąbki. Niestety, moja głowa z trudem wytrzymała dalszą część występu. Zostałem zasypany kaskadami jazgoczących dźwięków, na które nakładały się kolejne i kolejne. Również w tym składzie zabrakło mi muzycznej spójności. Zupełnie nie przekonało mnie brzmienie i muzyczna improwizowana forma.



Przyszedł czas na drugie trio. Zespół Radian z Austrii. W tym przypadku, już po pierwszych dźwiękach było wiadomo, że będzie to na prawdę niezły koncert. I nie myliłem się. W porównaniu do poprzedników, ich muzyka była klarowna, mimo sporej dawki energii, jaką "produkowali" na scenie. Jak na warunki Avant Art Festivalu, pokusiłbym się o stwierdzenie, że był to występ wręcz kameralny, pełen szmerów, analogowych brzmień, niskich częstotliwości i co najważniejsze - przyjemny w odbiorze. Był też w tym wszystkim jakiś teatralny klimat. Tutaj, wspominana już wielokrotnie przeze mnie muzyczna spójność, była wręcz namacalna.

Podsumowując ten awangardowy wieczór: nie każda zabawka zawarta w kinder niespodziance musi się dziecku podobać. Jestem pewien, że nie zabrakło osób które były usatysfakcjonowane w 100% z piątkowego koncertu na Avant Art Festival.



Zmień swoje drogowe miasto
American Film Festival [program]
Ale obciach! Czego wstydzi się Wrocław
Festiwal NowoBrzmienia 2010: program, bilety


Opublikuj materiał i wygraj nawet 500 zł!




X

Miejsce
w rankingu
rakabo

muzyka to mój tlen. rakabo.blogspot.com

Autor ostatnio dodał:

Komentarze

MariolaSzczyrba MariolaSzczyrba
Bardzo... 2010-10-02 23.54

fajna recenzja. Też nie przepadam za rollercoasterem w muzyce. pozdrawiam :)

Dodaj swój komentarz: