- W naszym muzeum mamy ponad 150 eksponatów, wiele z nich wymaga remontu - mówi Katarzyna Szczerbińska, dyrektorka muzeum. - Chcemy przywrócić im dawny blask, dlatego proponujemy adopcję zabytkowych parowozów.
Muzeum wzorowało się na wrocławskim zoo, gdzie firmy i darczyńcy mogą adoptować zwierzęta. Pomóc może każdy, zarówno osoba prywatna, jak i firma, finansując odmalowanie lokomotywy albo jej remont. W zamian przy parowozie w muzeum znalazłaby się specjalna tabliczka z informacją o opiekunie.
Jak zostać rodzicem parowozu?
Nazwisko honorowego patrona znajdzie się też na stronie internetowej muzeum. W pakiecie jest "złoty bilet" dla dwóch osób, czyli darmowy wstęp na ekspozycje, można także skorzystać z darmowego noclegu w sypialnych wagonach. Opiekun parowozu otrzyma również zaproszenie na spotkanie rodziców adopcyjnych, raz do roku organizowane w muzeum.
Co trzeba zrobić, żeby zostać rodzicem parowozu? Na stronie muzeum znajdują się "kolejowe sieroty", które pilnie potrzebują pomocy. Są ich zdjęcia i cena adopcji, uzależniona od kosztów remontu. Znajdziemy tu np. lokomotywę z 1940 r. (5 tys. zł) i parowóz Ty2 (Kreiglok), również z lat 40, którego renowacja wyceniona jest na 3 tys. zł.
- Pomóc można jednak nie tylko finansowo, ale także poprzez pracę przy odnawianiu lokomotyw - wyjaśnia Katarzyna Szczerbińska.
![]() | ![]() |
"Aluś" i pociąg profesora do wolności
Wiele osób już zdecydowało się na adopcję.
- Na przykład pewne polsko-niemieckie małżeństwo zaadaptowało parowóz z okazji 30-lecia ślubu. Tłumaczyli, że poznali się przy jakimś pociągu - opowiada szefowa muzeum. - W gronie naszych rodziców adopcyjnych jest też na przykład pan Adam, który przyjeżdża do Jaworzyny w delegacje i regularnie odwiedza swoją OL-kę 49 oraz pewna babcia z Warszawy, która została "matką" parowozu na urodziny swojego wnuka. Od tej pory lokomotywa jest nazywana pieszczotliwie "Alusiem".
Prof. Janusz Boratyński z Wrocławia, kierownik projektu NeoLek, zajmującego się badaniami nad lekarstwem na raka, został "ojcem" Tki3-26 na przełomie 2011 i 2012 roku. Informację o akcji znalazł w internecie i postanowił spełnić swoje marzenie.
- Pociąg kojarzy mi się z wolnością - mówi. - Jako dziecko mieszkałem w zniszczonym podczas wojny Wrocławiu, pełnym szczurów i rumowisk. Na wakacje jeździliśmy parowozem na Podlasie, gdzie było mnóstwo pięknych, otwartych przestrzeni.
Stary parowóz z nowoczesną "duszą"
Swój parowóz Tki3-26 z 1903 r. zobaczył na zdjęciu z parady w Wolsztynie.
- Jechał w kłębach dymu, a trzy semafory wskazywały "stój" - opowiada. - To jest symbol mojej zawodowej działalności. Wiele razy realizowałem różne pomysły, mimo że inni stawali okoniem. Dzięki temu teraz jestem bogatym człowiekiem i prowadzę dwa ważne projekty.
Profesor ma zamiar wskrzesić swój parowóz. W środku chce zamontować nowoczesne urządzenia.
- Wiem nawet, na jakiej trasie będzie jeździł - mówi. - Z muzeum w Jaworzynie do Świdnicy i tamtejszego Kościoła Pokoju. Jestem przekonany, że niemieccy turyści i nie tylko będą chcieli przejechać się na tej trasie takim zabytkowym, polsko-niemieckim pociągiem. Jeśli uda mi się to zrobić, to inni pójdą za mną i też będą chcieli zaadoptować taki parowóz. Tylko "sierot" może nie wystarczyć. Kasę z biletów przeznaczymy na muzeum. Jestem pewny, że się uda. Nie takie rzeczy już robiłem - dodaje.
| Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej |
| Działa od sześciu lat. Znajduje się tu największa zachowana na Dolnym Śląsku parowozownia wachlarzowa, w której zgromadzono zabytkowy tabor kolejowy (od roku 1890 do lat 70-tych XX w.) oraz unikalne eksponaty. Zbiór składa się z ponad 50 lokomotyw (pochodzenia polskiego, niemieckiego, austriackiego, angielskiego i amerykańskiego), około 50 wagonów oraz żurawi kolejowych i pługu odśnieżnego. Zajmują one aż 1,5 km torów. W sezonie zimowym (październik-kwiecień) muzeum jest czynne: poniedziałek - piątek od 8.00 - 15.00, weekendy - od 10.00 - 15.00. |
czytaj też:





~Pasjonat z Wrocławia
Szkoda, że "miasto Wrocław" szuka tak daleko zabytków kolejnictwa, skoro we Wrocławiu istnieje Klub Sympatyków Kolei. Organizacja ta posiada mniejszą kolekcje niż skansen w Jaworzynie, jednakże ciężką pracą wolontariuszy doprowadza każdy swój eksponat do sprawności technicznej (czyli nie tylko wygląd). Czy nie lepiej przekazać pieniądze na tabor, który będzie odrestaurowany i sprawny, a nie tylko wybrakowanym pomnikiem pod chmurką, którego przyszłość jest niepewna? (być może będzie sprzedany tak jak elektrowóz ET21-100 czy też rozszabrowany jak ST43-02 lub EP23-001, która podczas próby przerobienia na symulator pod nieobecność wolontariuszy została zdewastowana)? Jeżeli ktoś ma chęć przeznaczyć pieniądze na parowóz czy nie lepiej przekazać je skansenowi w Pyskowicach?, który również ma duży ilostan zabytkowego taboru, a (co jest dużą przewagą nad Jaworzyną) trwają tam prace nad uruchomieniem parowozu Ty42. (Owszem, Jaworzyna też ma sprawny parowóz, ale jego układ biegowy jest w gorszym stanie). Osobiście odradzam adoptowanie parowozu, ale wybór należy do Was. Pozdrawiam.
~R IIIc 452
Są tacy ludzie, którzy nieprawdopodobnie dużo energii pożytkują na tropienie i piętnowanie wszystkich akcji jakie podejmuje Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej i przy każdej okazji zaczyna "prać brudy" - rzekome, co chciałem podkreślić.
1. ST43-02: w świetle posiadanych przeze mnie informacji, lokomotywa ta została rozszabrowana na długo za nim powstało Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku. Ubocznym efektem powstania Muzeum była likwidacja 2 punktów skupu złomu w Jaworzynie Śląskiej. To daje do myślenia.
2. ET21-100: wszelkie, przeprowadzone dotychczas kontrole (w tym skarbowe) w sprawie sprzedaży tej lokomotywy nie wykazały jakichkolwiek uchybień, nadużyć czy nieprawidłowości. Domyślam się, że ku wielkiemu rozczarowaniu niektórych przedstawicieli Klub Sympatyków Kolei z Wrocławia.
Na koniec, szczerze, tak z głębi słowiańskiego serca, chciałbym pogratulować p. Pasjonatowi z Wrocławia niesłychanej wręcz i godnej pozazdroszczenia czujności rewolucyjnej i hartu ducha w tropieniu wrogów kolejnictwa. Tych prawdziwych, ale też tych wyimaginowanych.
PS. Na koniec, chciałbym życzyć jeszcze wszystkim członkom Klubu Sympatyków Kolei, ludziom dobrej roboty, dalszych sukcesów!
Z kolejowym pozdrowieniem,
~Pasjonat z Wrocławia
Nie chodzi tylko o KSK z Wrocławia, jest wielu miłośników, którzy wyrobili sobie zdanie o Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku nie mając żadnej styczności z KSK, poza tym KSK odwaliło w Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku kawał dobrej roboty, a potem p. G. "wyprosił" KSK ze swoim taborem ze skansenu, a skoro chcesz wdawać się w szczegóły to może również opiszesz to co się stało z EP23-001? Poza tym podcięciem gałęzi na której się siedzi była dla muzeum utrata kustosza, którego z nazwiska nie chce wymieniać (pan z długimi włosami), ale chyba zainteresowani wiedzą o kogo chodzi. Otóż ów kustosz był w stanie oprowadzić zwiedzacza po muzeum i opowiadać bez końca o zabytkach stojących w skansenie, kiedy bylem ostatni raz w Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku kupiłem bilet a dalej.... samowolka, nikt nic nie opowie ani nie wytłumaczy. Szkoda, że "laik" może tylko pozwiedzać muzeum bez przewodnika.