W sobotę Burza Wrocław odnotowała drugą porażkę w tym sezonie. Ulegliście 1:3 Rośkowi Syców. Co było powodem przegranej?
Powodów można by się doszukiwać kilku, ale głównym był nasz słabszy występ. Nasz, czyli całej drużyny, która razem wygrywa i razem przegrywa. A w sobotę niestety przegrała.
W prasie ukazały się ostatnio artykuły dotyczące obecnej sytuacji zespołu. Co ty, jako kapitan, mógłbyś powiedzieć na ten temat?
Sytuacja w klubie jest naprawdę bardzo ciężka, bo borykamy się z brakiem pieniędzy i to przez tyle miesięcy. Klub właściwie stopniowo idzie na dno, jak „Titanic” i nikt nie potrafi jasno i wyraźnie określić, czy zaliczy jeszcze wzlot, poza sportowym podłożem. 12 zawodników i trener niestety nie są w stanie ciągnąć dalej tego zestawu . Prawdopodobnie więc jest to koniec tej przygody.
Jak wyglądają wasze rozmowy z prezesem Burzy? Czy widzi on realne szanse na poprawę sytuacji?
Już teraz to chyba jedynie on widzi jakąś szansę na możliwość dobrnięcia do kresu ligi. Niestety my, jako zawodnicy, podchodzimy do tego bardzo nieufnie. Dlaczego tak jest? Przypomnę tylko, że wszyscy zawodnicy to albo studenci, albo absolwenci szkół wyższych, a jako tacy są bardzo inteligentnymi młodymi mężczyznami i wszelkie nieścisłości podczas rozmów momentalnie wychwycą.
Czy sami zawodnicy mają pomysły na poprawę obecnego stanu klubu?
Oczywiście, że są w szatni pomysły na poprawę, ale to nie my jesteśmy od tego, aby rządzić klubem. My podjęliśmy się awansu do pierwszej ligi i staramy się ten cel zrealizować. Jestem w klubie do tej pory, bo to ja obiecywałem chłopakom, że stworzymy razem coś fajnego. I to coś stworzyliśmy, i to jeszcze żyje, nie umarło, lecz jest bardzo chore. I jeżeli okaże się, że już tego nie będzie, to my nigdy nie zapomnimy, jak mogło być. Dlatego nie odszedłem i jeszcze wierzę, że się uda.
Czy według ciebie aż tak dużym problemem jest znalezienie sponsora we Wrocławiu?
Pewnie tak, skoro u nas nie ma takiego. Właściwie to my jako zespół oprócz naszego ducha walki nie mamy nic. Jak była rozplanowana strategia wspinania się zespołu do PLS-u, nie mam pojęcia. I to jest właśnie podstawowy błąd, jaki został popełniony już dobrych parę miesięcy temu.
Czy myślisz, że zmiana prezesa mogłaby pozytywnie wpłynąć na sytuację Burzy?
Jeżeli ma być lepiej, to sądzę, że jako człowiek z twarzą sam odejdzie. Na razie jednak nie ma osoby, która weszłaby na jego miejsce, bo żeby prezesa zastąpić, potrzeba sporej gotówki. Gadać można, ale zrobić jest o wiele trudniej.
Co stanie się z tobą w przypadku ewentualnego rozpadu zespołu?
Nie martwię się sobą, ja dam radę. Problemem są nasi młodzi zawodnicy, którzy chcieli piąć się do góry w sportowych osiągnięciach, lecz skutecznie podcięto im skrzydełka. To jest dramat.
* Z Krzysztofem Janczakiem rozmawiały: Anna Gumowska, Magdalena Jagintowicz oraz Joanna Chmiel
Przypominamy, co 7 grudnia 2009 na temat sytuacji Burzy Wrocław mówił prezes klubu, Mariusz Fijałkowski.
| Czy Burza ma jakieś kłopoty? - Rzeczywiście Burza ma problemy. Głównym ich powodem jest brak funduszy. W 2008 roku założona została spółka inwestycyjna. Na działce przy ul. Kołłątaja chcieliśmy postawić budynek. Niestety, osoba która posiada cześć udziałów nie wywiązała się z umów i teraz jest nam winna pół miliona złotych. Mieliście być sponsorowani - Tak, prowadziłem rozmowy i było kilku zainteresowanych, ale im bliżej od ogółu do szczegóły tym ich zainteresowanie malało. Potem przyszedł kryzys i nikt już nie chciał zainwestować w Burze. Ciągle szukam dróg finansowania klubu. Planuję zbycie gruntu na Kołłątaja. A co z halą ? Mieliście grać we Wrocławiu, a jeździcie do Brzegu. - Podpisaliśmy umowę przedwstępną z Gimnazjum nr 13. Mieliśmy trenować w ich nowej hali. Kiedy przyszło do podpisania kolejnej umowy, dyrektorka chciała od nas 95 zł netto za godzinę treningu i 250 z ł netto za godzinę meczu, liczoną od chwili wejścia na halę i jej przygotowanie, co zajmuje 1,5 do 2 godzin. Kiedy przyszło do podpisania umowy, dyrektorka zmieniła warunki umowu zawartej we wrześniu 2008. Pozwolę sobie skomentować kolokwialnie - to przegięcie. Dzięki uprzejmości burmistrza Brzegu Dolnego płacimy za cały mecz 200 zł brutto i 100 za trening. Rozmawiał pan o sytuacji z zawodnikami? - Przed sezonem mówiłem,ze nie będzie łatwo, że może być dużo tzw. łatania dziury, i wspólnie zdecydowaliśmy o starcie w II lidze. Ostatnio zebrałem drużynę, powiedziałem zawodnikom, że jest bardzo źle. Przedstawiłem nasza obecną sytuację. Niezbyt kolorową - Kryzys dotknął również mnie, pieniądze winnych jest mi wielu dłużników, przez co moja płynność finansowa również jest zachwiana. A internecie i prasie pojawia się artykuł kilku siatkówki, które obarczają pana winą za problemy klubu - Nikt nie pamięta, że włożyłem w Burze swoje pieniądze, teraz też wkładam w drużynę pieniądze, które przeznaczone były na inne cele. Zawodnicy nie mają zapłacone za październik i listopad, ja nie zarabiam już od maja i dwoje pracowników klubu też nie dostaje pensji. Artykuł Magdaleny Jagintowicz wycelowany jest we mnie. Mimo że autorka jest na meczach Burzy i robi zdjęcia, to gdy kiedyś poprosiłem ją o udostępnianie po każdym spotkaniu, udostępniła je jeden raz, a za kolejne zażądała pieniędzy, nie określając jednocześnie kwoty. To co teraz będzie z klubem, wycofujecie się z gry? - Wypowiedzeń zawodnikom nie dałem, choć dług wobec nich rośnie. Najłatwiej byłoby się wycofać z ligi, co kosztuje tylko 600 zł, ale nie składamy broni. Odezwało się kilka osób, które dowiedziały się, że mamy problemy. Wierzę, że sobie poradzimy. Rozmawiał Michał Potocki |
Czytaj również:


