*

Nowotwór rozstania?

Dodane 2008-07-22 12.17, komentarzy 5 - dodaj komentarz Miejsce: Krzyki Tagi: brak

Mam kuzynkę, która właśnie zaliczyła owiany legendą LEP i ma w perspektywie równie szlachetną, co monotonną karierę onkologa. Być może wyjedzie do jednej z tych fantastycznych, czystych i w pełni zautomatyzowanych klinik Skandywanii lub Wielkiej Brytanii, a może będzie walczyć z miliardem wiatraków w postaci Narodowego Funduszu Zdrowia. Ale nie o tym dzisiaj, bo akurat dobrym Kopaczem jestem tylko na boisku, nie w służbie zdrowia.
Przyszła do mnie ostatnio i opowiadała o ostatnich zajeciach na studiach. Bez zaliczeń, bez egzaminów. Mianowicie profesor garstkę swoich przyszłych doktorów chciał nauczyć niemożliwego - powiadomienia pacjenta o śmierci. Takie proste "ma pan raka. Zostało panu 5 miesięcy. Medycyny nie zna na to lekarstwa".
A że wiem o co chodzi, bo namiętnie śledzę w publicznej losy cynicznego dr Gregory'ego House'a, szybko podchwyciłem temat. Właściwie podchwyciliśmy, bo całej rozmowie przysłuchiwał się znany w całej dzielnicy kot Dyktator.
Jako że stali czytelnicy wiedzą - znany ze mnie egocentryk, przeniosłem ową opowieść na swój grunt. Bo coś mi to zaczęło przypominać. Pani doktor w skrócie zaprezentowała mi pięć etapów przechodzenia na tamten świat. Mniej więcej i schematycznie:
1. Totalny odruch returgiracji: Niemożliwe. To nie wchodzi w grę.
2. Wściekłość: Jak to? To jest jakieś chore + seria inwektyw
3. Negocjacje: (najczęściej bezowocne): Może jakiś innowacyjny lek? Ile mam szans, ile czasu?
4. Dół: No to koniec. Naprawdę mnie już nie ma i nie będzie
5. Akceptacja: Żyłem jak żyłem, ale bez wyrzutów sumienia. Nie żałuję.

Przyrównajcie sobie to do momentu, w którym macie xnaście lat i rozstajecie się z dziewczyną/chłopakiem w (waszym zdaniem) zbyt wczesnym stanie. Przenieście te pięć momentów na takie sytuacje, bo na pewno już je przerabialiście. Przynajmniej ja z dyktatorem je mieliśmy.
Najpierw zaprzeczasz. Typowo. "O czym Ty mówisz?", "Niemożliwe", "Przecież my się kochamy!" "Czy ja Cię czym rozczarowałem". Potem to dociera, uświadamiesz sobie że zostałeś/zostałaś na lodzie. Faza złości: "Bo to była izuzja" "Oszukałeś mnie" "Zdradziłaś nas i nasze ideały!". Następnie trzecia faza: "Może nie wszystko stracone?" "Nie palmy mostów", "Przecież tyle nas łączy!" "Dajmy sobie nową szansę". Na tym etapie mamy takie rozdroże, jak to o którym Rynkowski śpiewał. Mniej więcej 2/3 związków w tym miejscu naprawdę daje sobie szansę. I ku mojej szowinistycznej dumie to raczej faceci bajerują, a sami w większości nie wracają. Potem nadchodzi moja osobiście ulubiona faza - deprecha. I ku zdziwieniu - najczęściej dotyczy informacji z kosmosu - że ktoś sobie żyły podcina, zawala sesję, ma jakieś dziwne problemy z rakiem kości których nigdy nie miał. Najczęściej niczego to nie zmienia, ale jest chociaż ciekawie jak w Armageddonie. I na deser - akcpetacja. Paradoksalnie najgorzej przeżywana przez tych, którzy pierwsi powiedzieli "koniec". A nie daj boże żeby nasz były/była chodził z uśmiechem, z podniesioną głową, a jak jeszcze sobie kogoś znajdzie...
Nie mówcie że tego nie znacie choćby z opowiadań.
Coelho pisał, że na coś takiego jak szczęście nie można się dać nabrać. I ten facet ma dostać nobla.
mmwroclaw zdecydowanie bardziej na niego zasługuje.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Paweł Wojciechowski Paweł Wojciechowski
Gratulacje Dodane

Puenta mistrzowska, rozwaliła mnie :D

martasocoolsky martasocoolsky
Dodane

o tyle lepiej że od tego sie nie umiera ;D nie wolno wręcz!!! :>

Ola Trzak Ola Trzak
Dodane

Na rozstanie prędzej czy później znajdzie się odpowiedni lek, chociaż tyle dobrego ;)

Asia Błoch Asia Błoch
. Dodane

pod wrażeniem jestem. ja. pod wrażeniem. mistrzowsko napisane :)

rudakita rudakita
!!! Dodane

,ale całkowicie uleczalny.

Dodaj swój komentarz:

Mazzini

Mazzini

X Miejsce w rankingu

Uzależniony od Coldplay Przesadnie przywiązujący się do ludzi Idealista w każdym centymetrze I tak to sie jeszcze milion razy zmieni !

9926773