Jadąc dzisiaj rano do pracy, postanowiłem zatrzymać się chwilę na Ostrowie Tumskim. Pusto, mroźno, śnieżnie… Chłodne, różowe powietrze. Z oddali dobiegał, jak zawsze, gwar miasta.
Dziarskim krokiem, ubrana w brązową kurtkę, oliwkowe sztruksy i wesoły pomarańczowy szalik maszeruje sobie dziewczyna. „Uzbrojona” w wiszące na ramieniu dwie czarne tuby. A więc studentka jakiegoś kierunku artystycznego albo może architektury. Jedna z tub zsuwa się jej z ramienia i upada na ziemię. Dziewczyna schyla się. Wówczas z torby wypada papierowa teczka. Nie koniec nieszczęść. Z teczki wyfruwają akwarele. Ale jakie śliczne! Ratusz, kościół św. Krzyża, Piasek i Ogród Japoński w całym wiosennym rozkwicie i krasie… Podchodzę, pomagam zebrać. Na szczęście nie wieje… Dziewczyna, ogarnąwszy swoje prace, dziękuje uśmiechem i odchodzi. Z torby wystaje róg białej, wciśniętej tam pospiesznie kartki. Mroźno. Powietrze nadal chłodne, ale nieco mniej różowe. Poranek przemienia się w dzień.
Któż by się spodziewał, że będę zbierał akwarelowy Wrocław w mroźny styczniowy poranek?


nigdy nie wiadomo, co cię spotka, nawet wynosząc śmieci można spotkać kogoś ważnego :D