Przejeżdżałem wczoraj Kasprowicza. Mijam kościół franciszkanów i staję w korku na wysokości lodów Barton. Ale zamknięte niestety. Cóż zrobić styczeń i to mroźny. Gdyby jednak znad Antarktydy nadleciały kluczem pingwiny, to wiem, dokąd skierowałbym je na lody. Wiadomo, że do Bartona! Najlepiej na lodowe spaghetti albo na … co tam lubicie, to pomyślcie sobie sami. Wiem, że filia firmy, „filia” - po łacinie „córka” (zawsze wzruszało mnie to słowo)…, więc, że Barton jest w Arkadach. Ale to chyba nie to. No, chyba, że się mylę. Ale takiego kameralnego ogródka, jak na Kasprowicza, to chyba tam nie mają.
Mam nadzieję, że za tak piękny opis ;-))) dostanę wiosną, w nowym sezonie jakąś zniżkę w Bartonie. O, i jeszcze mi się zrymowało. Gdyby jakiś pi - arowiec owej szlachetnej firmy, czytał te słowa, to jestem gotowy podjąć wyzwanie i pisać peany, ody, dytyramby „ku chwale” i „na cześć” lodów pani Anny. Wynagrodzenie oczywiście do ustalenia (może być w walucie „gałka raz” ;-))))


ja tam uwielbiam pistacjowe z galerii dominikańskiej :) nie ma nic lepszego
Galeria i Grycan.
"Ice Ice Baby" ;-)
Zgadzam się z Panem powyżej mnie z naciskiem na Grycan:)