Oglądaliście kiedyś film, który od pierwszych sekund ściska za gardło i aż do ostatniej sceny nie puszcza? Rzadko się to zdarza. A jednak twórcom „ Bez mojej zgody” to sie udało. To wzruszająca historia o wierze i nadziei, ale i nieuniknionej śmierci. O tym ze czasami i trzeba przestać wałczyć. Poddać się, by moc żyć dalej.
Historia chorego dziecka zawsze wzrusza.
Gdy mała Kate zachorowała, jej zdrowie stało się priorytetem rodziny, a uratowanie jej życia - walka z czasem. Wielu rodziców poświęciłoby wszystko by ratować swoje dziecko. Tak jak i w tym wypadku. Jednak gdzie leży granica poświecenia? Ile można poświecić by ratować innych?
Wołałabym żeby napisy końcowe pojawiły się już po scenie śmierci Kate. Ostatnie 5 minut filmu rozmyło trochę atmosferę smutku i szklących oczu. Niepotrzebnie. Ale może kilka ostatnich scen było niezbędnych. By ukazać ze czasami trzeba pozwolić komuś odejść by samemu móc żyć.
Zaskakujące jest to, że gdy czyta się książkę, na podstawie, której powstał film ma się wrażenie ze zostało pominięte wiele zaskakujących wątków. Zaskakuje jednak książkowe zakończenia tak odmienne od tego filmowego. Ostatnie strony książki całkowicie zmieniają obraz powieści, obraz historii.
Nie wiem, które zakończenie wolę. Śmierć zawsze jest straszna, niezależnie od tego kogo dotyka. Dla porównania warto więc sięgnąć i do wersji papierowej i do filmowego odpowiednika tej historii. Historii i wielkiej miłości i tragedii umierania.
Zgoda na śmierć.
Magdalena Gwóźd...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 3
- Wpisów na blogu: 6
- Komentarzy: 5
- Miejsc na mapie: 10


czy możesz podać tytuł książki i autora?
"Bez mojej zgody"