Dużym zainteresowaniem obdarzyli przechodnie artystę, malującego w ekspresowym tempie fantazyjne obrazki. Elementy futurystyczne i klasyczne, w czystych nasyconych kolorach przyciągały wzrok.
Za kolejne dzieło otrzymał brawa. Widzowie się rozeszli. Nieliczni wrzucili grosz do puszki. Jeżeli jest to sposób zarabiania na życie, to chleba z oklasków się nie upiecze, niestety. We wszystkich dużych miastach świata uliczni artyści są nagradzani nie tylko brawami. W końcu dostarczają przechodniom rozrywki, ubarwiają nasz szary świat. Te szczególne skąpstwo jest chyba lokalną przywarą... Przecież nie chodzi o wrzucenie (skoro nie ma możliwości zakupu obrazu) od razu 10zł (taki datek podarowałam saksofoniście, który grając kolędy na wrocławskim Rynku wprowadził mnie w niebiański, świąteczny nastrój Bożego Narodzenia) , ale jak to mówią ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka.
Wspierajmy wrocławskich artystów, póki jeszcze tu są!
Kupić, nie kupić, popatrzeć warto
- Nikt jeszcze nie skomentował

