Parę zdań zamiast wstępu, jako usprawiedliwienie popełnionych tekstów.
Kiedy przynajmniej kilka razy dziennie spoglądamy w lustro to nie zauważamy szczególnych zmian we własnym wyglądzie (no może oprócz kilku zmarszczek, – które nie wiadomo skąd się wzięły?). Nasze oczy tak przyzwyczajone do własnego odbicia w lustrze okłamują nas codziennie mówiąc: „no chłopie nic się nie zmieniłeś – no może trochę mniej masz włosów na głowie, ale za to na klacie Ci ich przybyło, a że twarz jest trochę bardziej okrągła i podbródek się powiększył, to wszystko razem dodaje Ci męskiego wdzięku no i nie wyglądasz jak jakiś niedożywiony kurczak z zapadniętą klatą, tylko wypinasz ostro pierś do przodu (tym bardziej, że jeżeli głęboko nabierzesz powietrza w płuca to brzuch odrobinę wciągniesz i przez chwilę mniej będzie się na nim opinać koszula).
Lecz kiedy z jakiejś tam okazji przeglądamy „stare zdjęcia”, na których jesteśmy o jakieś 20 kilo młodsi, uśmiechamy się garniturem własnych jeszcze zębów a i włosów na głowie cały las, to dopiero wtedy widać wyraźnie jak czas zasuwa do przodu i już wcale takimi Adonisami nie jesteśmy.
Tak samo jest z naszymi metrykami, niby dobiega człowiek pięćdziesiątki (przynajmniej tak wynika z kalendarza), ale głowa temu przeczy, w głowie jesteśmy ciągle młodzi, wyobraźnia kreśli nam obrazy rzeczy, które możemy śmiało zrobić, jeżeli tylko nam się zechce (np. pobiec z szybkością zahaczającą przynajmniej o rekord kraju na dowolnym dystansie i przy okazji nie udusić się z nadmiaru lub niedoboru tlenu w płucach), niestety szybko wracamy na ziemię, gdy przyjdzie nam podbiec dwadzieścia metrów do autobusu, albo przekonujemy się o tym boleśnie chcąc np. udowodnić dwudziestoletniemu synowi, że potrafimy ograć Go jeden na jeden w kosza.
Tak, więc żeby nie dołować się upływającym czasem i zbliżającą się emeryturą, a i w kręgu rówieśników nie musieć utrzymywać z uporem maniaka, „że jesteśmy młodzieżą, tylko tą trochę starszą” wracajmy jak najczęściej wspomnieniami do lat młodości szumnej, czasami durnej, ale na pewno ciekawej, bo mojemu zwłaszcza pokoleniu przyszło dojrzewać i dorośleć w naprawdę niezwykłych czasach.
Jako że pisanie było moim marzeniem od „nie wiem kiedy” tak więc postanowiłem spisać trochę wspomnień, częściowo tylko własnych natomiast w większości takich, które działy się wokół mnie lub w okolicy w której się wychowywałem a, że i okolica ta była ciekawa to i mam nadzieję, że ktoś kto będzie chciał przeczytać te opowiadania – przeczyta je bez znudzenia.
PRZYPADKI WROCŁAWSKIE
- Nikt jeszcze nie skomentował

